Pod koniec lipca miałam wyjazd na weekend do Krakowa. Postanowiłam pojechać do Krakowa pociągiem jak za starych czasów.  Aby dostać się na stację kolejową, zamówiłam sobie Bolta. Pamiętam, że był piątek około południa, stałam w korytarzu gotowa do wyjścia. Otworzyłam aplikację i wybrałam drugiego z listy kierowcę, opłaciłam przejazd i poszłam na dół.

Podjechał po mnie samochód, otworzyłam drzwi i zapytałam kierowcę, czy mogę włożyć walizkę do bagażnika. Pan kierowca odpowiedział szybko i stanowczo nie. Trochę mnie to zbiło z tropu. Po czym wyszedł z auta i powiedział, że on się tym zajmie i że dla niego byłoby to nie do pomyślenia, aby kobieta sama musiała to robić. Rzucił też jakiś tekst o tym, że kobieta jest jak anioł i trzeba o nią dbać… nie pamiętam dokładnie. Wszystko zmierzało do tego, że mężczyzna ma dbać o kobietę. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że czuję się jakbym była za granicą, bo tam często kierowcy pomagają z walizką.

Kilkanaście minut w aucie

Wsiadłam do auta. Jechaliśmy i rozmawialiśmy. Pan kierowca zapytał mnie o to, gdzie jadę, i zaczął opowiadać mi o sobie, o swoim życiu. Pamiętam, że opowiadał, że mieszkał długo za granicą i że wrócił do Polski ze względu na konie. Śmiał się, że dosłownie konie ściągnęły go do Polski po wielu latach. Ja podzieliłam się z nim, że lubię wszystkie zwierzęta, ale z końmi nigdy nie miałam jakieś specjalnej więzi i że zdecydowanie bliższe są mi krowy. On powiedział mi, że kocha konie. Powiedział, że mieszka teraz na wsi, aby ciągle ciągnie go do miasta i dlatego wciąż pracuje w mieście, mimo że już nie musi pracować. Opowiedział mi kilka słów o swoim ojcu, o historii miejsca, w którym teraz mieszka.

W drugiej połowie drogi spojrzał na mnie w lusterku i powiedział do mnie-ma pani w sobie coś szczególnego, coś takiego co rzadko się spotyka. I dodał, że jeśli chciałabym kiedyś przyjechać z przyjaciółmi czy rodziną do niego, aby zobaczyć konie i to malownicze miejsce to on serdecznie zaprasza. Podał mi swoje imię i nazwisko, abym mogła odszukać go na Facebooku. Zaznaczył kilka razy, że ważne jest, abym przed przyjazdem dała mu znać, bo on nie zawsze jest na miejscu. Po kilku chwilach byliśmy na stacji PKP, wysiadł, wyjął mi walizkę, pożyczyliśmy sobie dobrego dnia i się pożegnaliśmy. On jeszcze dodał na koniec, że proszę przyjechać, z kim pani tylko chce.

Pozytywne wrażenia

Idąc na pociąg, pomyślałam sobie: co to za początek podróży. Miałam w sobie dużo pozytywnej energii, bo wiedziałam, że jadę spędzić doby czas w Krakowie. A ta rozmowa w Bolcie była iście interesująca i w tym krótkim czasie tyle się dowiedziałam o nowej dla mnie osobie i jeszcze ten gest z walizką. Siedząc w pociągu, sprawdziłam sobie na mapie miejscowość, o której rozmawialiśmy, kojarzyłam ją, ale nie byłam pewna, gdzie ona jest. Przeczytałam coś o tym miejscu i odłożyłam temat.

Pamiętam też, że w Krakowie opowiedział komuś moją ciekawą, przyprawiającą mnie o uśmiech Boltową anegdotę.

Sierpień

Pod koniec sierpnia przypomniałam sobie, o tym zdarzeniu. Pomyślałam, że znajdę tego pana na FB i napiszę mu wiadomość, bo może kiedyś faktycznie będę gdzieś niedaleko i tam zajadę. I aby, nie zgubić kontaktu dodałam go do znajomych i napisałam mu wiadomość.

Napisałam wiadomość 24 sierpnia. Została ona odczytana kilka dni później, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi.

Wrzesień

I w połowie września, we wtorek, idąc sobie spacerem do gabinetu na spotkanie z moimi klientami, zauważam na słupie z ogłoszeniami wiszącą na poziomie moich oczu klepsydrę. Zwróciłam na nią uwagę, ale poszłam dalej, jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że imię i nazwisko jest takie same jak tego pana kierowcy z Bolta. Wróciłam się te kilka kroków, odczytałam jeszcze raz, aby się upewnić czy faktycznie tak jest i poszłam dalej. Pomyślała, że to pewnie zbieg okoliczności. Przecież on nie mieszka teraz w Rzeszowie.

Wieczorem jak wróciłam do domu, coś mnie tknęło, aby wejść na jego FB i sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Znalazłam tam tylko jeden wpis jakiejś Pani z płaczącymi emotikonami. Ten wpis nie wskazywał jasno, co się stało. Po chwili postanowiłam napisać do tej Pani. Pomyślałam, że zapytam ją, czy wszystko w porządku.

Napisałam do niej wiadomość i ku mojemu zaskoczeniu odpisała mi bardzo szybko i napisała mi, że pan J. zmarł. Pan J. zmarł 9 września. Wymieniłyśmy się kilkoma wiadomościami. Ja jej napisałam, skąd znam pana J., ona napisała mi, kim on był dla niej. Napisała mi kilka faktów z jego życia i ich znajomości. Powiedziała, że ostatnio był w szpitalu i że jak go odwiedzali, to ciągle żartował, starał się zachowywać pogodę ducha do ostatnich dni, mimo że wiedział, że jest bardzo chory. Ta Pani bardzo ciepło się o nim wypowiedziała i była dla mnie bardzo życzliwa. Nie znałyśmy się, a z taką życzliwością mogłyśmy wymienić się wiadomościami. To też mnie poruszyło.

Na koniec napisałam jej, że mam taką refleksję, że dobrze jest zostawiać po sobie dobre wspomnienia. Czasem spotykamy kogoś tylko na chwilę, ale nawet w krótkim czasie możemy powiedzieć czy pokazać komuś coś dobrego.

To co pozostało

Dzielę się tą historią tutaj, bo kilka rzeczy mnie bardzo poruszyło.

Po pierwsze, zachowanie pana J., jego pomoc, humor, otwartość, historia, zaproszenie.

Po drugie, kruchość życia. Czasem wydaje nam się, że z czegoś skorzystamy, że coś się wydarzy w przyszłości, ale niekoniecznie tak musi być. Czasem niektóre historie kończą się wcześniej, niżbyśmy tego chcieli.

Po trzecie, czasem spotykamy ludzi tylko na chwilę, dosłownie na kilka minut i nawet, w tym krótkim czasie możemy im coś dać od siebie. Może uśmiech, może historię, może dobre słowo, może życzliwy gest. Możemy swoją obecnością sprawić, że ktoś się poczuje lepiej, poczuje się zauważony, obdarowany. I jest w tym jakieś nieopisywalne piękno.